Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2018

Sezon chorobowy

 Sezon jesienno-zimowy to u nas co roku dużo częstsze choroby i przeziębiania niż wiosną czy latem. Wprawdzie z roku na rok jest lepiej i chorób jest dużo mniej niż chociażby 5 lat temu ale i tak są one uciążliwe... Teraz gdy Emilia i Fabian chodzą do szkoły to każda choroba wiąże się z ich nieobecnością w szkole i zaległościami. Najbardziej odczuwa to Emilka, która jest w 4 klasie i ma już dużo przedmiotów a z nich różne kartkówki i sprawdziany.

 Jak staram się walczyć o to aby dzieci chorowały jak najmniej? Przede wszystkim codziennie podaję im Acerolę w formie tabletek do ssania zawierającą lewoskrętną witaminę C. Dostają też tran i witaminę D3. Do picia podaję dzieciom herbatę z miodem i cytryną albo ciepłą wodę z domowym sokiem z malin. Poza tym pilnuję aby codziennie jadły owoce i warzywa a śniadania zjadały w formie ciepłego posiłku. Ku niezadowoleniu dzieciarni ograniczyłam słodycze a także w dużym stopniu wyeliminowałam nabiał, który wychładza organizm... Codziennie również wietrzę całe mieszkanie i to nawet wtedy gdy dzieci są chore...
Oczywiście ważne jest również to aby dzieciaki codziennie zaliczyły chociaż krótki spacer. Emilka i Fabian nie mają z tym problemu - wychodzą już sami na boisko szkolne po lekcjach czy też koło bloku. Problem jest z Sarą gdyż ja już staram się z domu nie ruszać... Na szczęście P. gdy tylko może wychodzi z nią nawet na krótki spacer w ciemnościach w okolicy bloku - nie jest to jednak codziennie...

 Muszę jeszcze przed pójściem do szpitala przygotować przedszkolną megawitaminę czyli sok z kiszonych warzyw, który jest prawdziwą bombą witaminową. Sok ten ma następujące działanie:
- uzupełnienie witamin
- poprawa kondycji
- wzmocnienie odporności
- łagodne oczyszczenie organizmu
- zwiększenie sił witalnych
Sok ten powinno się pić codziennie w ilości 1-2 szklanek (dorośli). Dzieciom podaje się go w formie rozcieńczonej wodą w stosunku 1:1. Na początek podaje się jedynie kilka łyżeczek tego soku i stopniowo zwiększa jego ilość do pół szklanki dziennie.
Megawitamina

Zetrzeć na tarce:
- 250 g marchwi
- 250 g buraków
- 250 g korzenia pietruszki
- 250 g selera
Drobno pokroić :
- 250 g pora
- 250 g białej kapusty
Zmiażdżyć:
- 4 duże ząbki czosnku 
Wszystko przełożyć do 5-litrowego naczynia (najlepiej szklanego, ewentualnie dużego garnka), dodać suchą skórkę chleba razowego, łyżkę cukru, łyżkę soli, uzupełnić wodą
Postawić na 3-4 dni w ciepłe miejsce. Wymieszać, odstawić na 4 godziny (aby cząstki warzyw opadły). Zlać sok do słoików i przechowywać w lodówce. Resztki warzyw przeznaczyć na kompost.
Image and video hosting by TinyPic

piątek, 21 października 2016

Sposób na katar u niemowlaka

 Jesteśmy w trakcie pierwszego choróbska Sary. W zeszłym tygodniu dostała lekkiego kataru, do którego doszedł sporadyczny kaszel. Jak radziliśmy sobie z tą bardzo uciążliwą dla niemowlaka przypadłością?

  Po pierwsze jak najczęściej układałam Sarę na brzuszku aby wydzielina z nosa mogła spływać. Wiadomo, że po nocy nosek był najbardziej przytkany więc codziennie rano robiłam jej inhalację z soli fizjologicznej i dopiero wtedy oczyszczałam nosek za pomocą aspiratora. Poza tym podawałam Sarze witaminę C w kropelkach i smarowałam nosek maścią majerankową. Świetnie sprawdziły się również krople Olbas Oil - wystarczyła kropelka na ubranko i od razu oddychanie przy katarku stawało się łatwiejsze. Na noc smarowałam jeszcze Sarze klatkę piersiową i stópki żelem Aromactiv Baby. Zabiegi te przynosiły rezultat i katar nie nabierał na sile a nawet zaczął się zmniejszać.

 Niestety w niedzielę Sara wstała z mega chrypą i w poniedziałek musiałyśmy się udać po pomoc do pediatry... Ta dopisała nam do naszej kuracji jeszcze syrop przeciwalergiczny Clemastinum i Calcium. Chrypka jednak zamiast się zmniejszać to zaczęła nabierać na sile - pomimo tego, że starałam się jak najbardziej oszczędzać malutkie gardełko i na każde początki marudzenia było branie na rączki lub zabawianie. Od dzisiaj stosujemy inhalacje z Nebbudu i mam nadzieję,że szybko Sara wróci do formy... Po 2 inhalacjach jest już widoczna poprawa więc jestem dobrej myśli ;)

 Sara oczywiście nie lubi gdy oczyszcza się jej nos - do przyjemności to na pewno nie należy. Smak syropu, czyli czegoś zupełnie innego niż mleko mamy, też nie przypadł jej do gustu ale jakoś daje radę wypić go ze strzykawki. Za to z robieniem inhalacji nie ma problemu - siedzi skupiona z wytkniętym językiem i próbuje łapać parę ;) 
Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wielkanocne kadry

 Od Wielkanocy minął tydzień. Niestety ten czas był u nas bardzo chorobowy. Zaczęło się od Fabianka, który w Wielkanocny Poniedziałek zaczął wymiotować - do wymiotów doszła biegunka i tak trzymało go do czwartku... W piątek niestety ja poczułam się gorzej. Zapowiadało się zwykle przeziębienie ale niestety przerodziło się w wymioty i biegunkę. Ostatnio tak mocno mnie rozłożyło gdy zaraziłam się rotawirusem od Emilki będąc w pierwszych tygodniach ciąży z Fabiankiem. Niestety wtedy wylądowałam w szpitalu z powodu odwodnienia ale teraz udało się tego uniknąć. Martwię się jednak trochę czy ten paskudny wirus nie wpłynął źle na Sarę - dobrze, że jutro wizyta u ginekologa i USG.

 Wielkanoc w tym roku spędziliśmy u nas w mieszkaniu. Były to dopiero drugie święta, które tak spędziliśmy - pierwsze były zaraz po narodzinach Emilki. Później prawie każdą Wielkanoc spędzaliśmy u moich rodziców lub ewentualnie u teściów. Tym razem moi rodzice przyjechali do nas. Emilka i Fabian bardzo się cieszyli, że przez kilka dni mają babcię i dziadka tylko do swojej dyspozycji :) Była wspólna wyprawa do kościoła i świąteczne śniadanko a po nim prezenty od zajączka. Później wspólny spacer i urodzinowa kawka w towarzystwie babci i dziadka z Olsztyna :) Spacerowe plany były również na poniedziałek ale niestety ja z Fabiankiem musiałam zostać już w domu przez jego choróbsko...

  Trzymajcie kciuki aby Milka lekko przeszła wirusówkę. Niestety mimo moich nadziei, że tym razem ominie ją chorowanie coś już zaczyna się dziać - ból brzucha, brak apetytu... :(
Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 1 marca 2016

Chorobowo

 Długo udało nam się bronić przed choróbskami - niestety w końcu dopadły i nas. Zaczęło się tydzień temu od Emilki i temperatury prawie 40 C, do tego doszedł kaszel i zapalenie krtani. Mila spędziła zatem tydzień w domu na antybiotyku. W piątek gorączka dopadła P. i przerodziła się w grypę żołądkową trwającą prawie cały weekend. Aby było ciekawie to w niedzielę do grona chorych dołączył Fabian z gorączką i infekcją zatok...

 Ciężki tydzień za mną zatem - bieganie do pediatry i do apteki, poprawianie nastroju chorującym, bieganie do szkoły po lekcje dla Emilki aby zaległości się nie nagromadziły i oczywiście wymyślanie posiłków mogących skłonić chorujących do jedzenia... Nie było czasu na sprzątanie i konkretne zakupy a bałagan w mieszkaniu i prawie pusta lodówka to coś czego nie znoszę :| Do tego brak spacerów czy dłuższych wyjść na świeże powietrze...

 Przez moment i mnie zaczęło coś rozkładać więc zaczęłam się wspomagać miodem, cytryną i domowymi sokami z malin oraz z czarnego bzu. Niestety konieczne były też farmaceutyki, w których ciężarne nie mają za dużego wyboru. Padło na Prenalen tabletki do ssania i saszetki... Najważniejsze, że jakoś udało mi się wybronić przed choróbskiem i mogłam pełnić rolę całodobowej pielęgniarki ;) Mam nadzieję, że moja wygrana jest ostateczna i nic mnie nie zaskoczy w najbliższych dniach...

 W przypadku przedszkolaka chorowanie nie stwarza problemów gdyż nie niesie ze sobą jakichś zaległości. Niestety w przypadku ucznia każdy dzień nieobecności w szkole to spore zaległości... Po jednym dniu Emilka miała do zrobienia np. 5 stron A4 w ćwiczeniach z matematyki, 1 stronę w ćwiczeniach z języka polskiego i pół strony w zeszycie z matematyki. Gdybym na weekend dała Emilce do zrobienia ćwiczenia i zadania z całego tygodnia to byłoby niewesoło - już sama ich ilość by ją zniechęciła i przyczyniłaby się do jęków rozpaczy ;) Dobrze, że do szkoły mamy 5 minut piechotą i mogłam codziennie po lekcjach dowiadywać się od pani Asi co dzieci w danym dniu robiły... Emilka jest na szczęście na tyle duża, że zostanie już na chwilę sama w mieszkaniu.
Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 9 kwietnia 2015

Wielkanoc

 Pogoda nie pokrzyżowała nam planów i tak jak planowaliśmy wyruszyliśmy w piątek rano do Rydlewa. Dzięki temu udało nam się dotrzeć do celu akurat na obiad i pomóc w przygotowaniach do świąt. Emilka przy mojej pomocy upiekła nawet czekoladowy torcik z czego była bardzo dumna :)

 W sobotę było obowiązkowe malowanie jajek i przyozdabianie ich śmiesznymi naklejkami. Później wspólne przygotowywanie koszyków na święcenie w kościółku. Fabiś wprawdzie tego dnia nie miał humorku i widać było, że coś zaczyna go rozkładać. Sprostał jednak zadaniu upiększenia pisanek a później krótkiej wizyty w kościele... Wraz z upływem dnia sytuacja się jednak pogarszała - brak apetytu, apatyczne spojrzenie, tulenie się do mamy i pokładanie na kanapie nie wróżyły niczego dobrego...

 W niedzielę po średnio przespanej nocy z powodu Fabiankowych problemów z brzuszkiem wybraliśmy się do kościółka. Fabi oczywiście został w domku - chociaż widać już było, że wraca do formy po nocnych atrakcjach ;) Po kościółku oczywiście tradycyjne śniadanko i dzielenie się jajkiem. Dzieciaki najedzone z zaciekawieniem wypatrywały przez okno obiecanego zajączka z prezentami - biedulka wystraszyła zimowa pogoda i pozostawiał upominki nie w ogródka ale w domu babci i dziadka ;) Emilce i Fabiankowi nie robiło to jednak żadnej różnicy ;) Reszta dnia upłynęła oczywiście na zapoznawaniu się z upominkami od zajączka - Fabiś bawił się wozem policyjnym a Milcia projektowała stroje dla wróżek ;)

 W poniedziałek odbyło się tradycyjne lanie wody ale niestety tylko symbolicznie - pogoda uniemożliwiła większe szaleństwa a wiadomo, że w domu dorośli nie pozwolą za dużo wody na wylewać ;) Emilka i Fabian byli tym faktem rozczarowani ale obiecaliśmy im, że jak tylko zrobi się bardziej wiosennie to zabierzemy pistolety na wodę na spacer i popodlewamy kwiatki ;) Lanie wody poszło jednak w zapomnienie gdy dziadek przywiózł obiecaną niespodziankę ;) Dziadek przyniósł tajemnicze kartonowe pudło a w nim ponad 40 malutkich kurczaczków! Emilka i Fabi gdyby tylko mogli to każdego z nich by wyściskały i wycałowały ;)

 Te kilka świątecznych dni upłynęło nam bardzo szybko... Był to jednak cudownie rodzinny czas, który pozwolił na dłużej podładować nasze akumulatorki dobrą energią ;)

Image and video hosting by TinyPic

środa, 25 lutego 2015

8/52

 Ten tydzień 2015 roku minął nam pod znakiem chorób. W piątek musiałam odebrać Fabiego z przedszkola, ponieważ miał stan podgorączkowy i źle się czuł. W weekend wieczorna temperatura rosła mu powyżej 38 stopni C i pojawił się paskudny żółto-zielony katar :| W poniedziałek pozostał już mu tylko ten katar ale i tak zrobiłam Fabiankowi wolne od przedszkola aby porządnie się wykurował. Cieszyły go bardzo dni spędzane tylko ze mną tak jak kiedyś ale w porze obiadowej z utęsknieniem wyczekiwał już powrotu Mili aby się z nią bawić :)

 Mnie też łamało w kościach, rozbolały mnie zatoki - całą niedzielę przeleżałam w łóżku... Codziennie dokuczały mi inne dolegliwości - najpierw łamanie w kościach, później zatoki, kolejnego dnia ból krtani, kolejnego dnia katar a jeszcze następnego paskudna chrypa... Strach się kłaść wieczorem do łóżka bo nie wiadomo z czym wstanę rano ;) Dzisiaj na szczęście jest już lepiej więc jestem dobrej myśli :)
 Zresztą nie mam wyjścia i muszę być zdrowa, ponieważ zdrowa dotychczas Emilka przyszła dzisiaj z przedszkola z biegunką - podobno Pani  z jej grupy dzisiaj biegała chora co chwilę do łazienki zgięta w pół więc pewnie będzie ciekawie :| Do chorych dołączył też P. i od powrotu z pracy leży w łóżku z gorączką i śpi... Mam nadzieję, że weekend zastanie nas już w lepszej formie.
Image and video hosting by TinyPic

środa, 28 stycznia 2015

Wady wzroku

 Okulary są nieodzowną częścią mojej osoby - nosiłam je jeszcze zanim dobrze nauczyłam się chodzić. Wprawdzie te pierwsze były źle dobrane i gdyby nie interwencja optyka to zapewne wzrok miałabym jeszcze słabszy - zapisano mi szkła jak dla osoby dorosłej. Wizyta u kolejnego okulisty potwierdziła moją krótkowzroczność ale zapisano mi szkła dużo łagodniejsze, ponieważ jak wiadomo u małych dzieci wzrok się jeszcze w dużym stopniu kształtuje. Z wiekiem jednak moja wada wzroku się pogłębiała a wraz z jej postępem rosła grubość szkieł korygujących a do krótkowzroczności dołączył astygmatyzm...

 Krótkowzroczność nazywana jest również miopią - na czym jednak ona polega? Najprościej mówiąc na tym, że widzi się wyraźnie z bliska ale słabo z daleka. Nieostre jest również widzenie w nocy. Takie nieostre widzenie spowodowane jest nieprawidłowym zogniskowaniem promieni światła wpadających do oka. Powinny one ulec zogniskowaniu na siatkówce oka a dzieje się to przed siatkówką. Może to być skutkiem nadmiernej siły załamującej światło rogówki lub soczewki albo wina zbyt wydłużonej gałki ocznej.

 W takim razie na czym polega astygmatyzm (niezborność)? Najprościej na tym iż widziany obraz jest zamazany i niewyraźny zarówno gdy patrzy się z bliska jak i z daleka. Jest to spowodowane nieprawidłowym kształtem siatkówki lub soczewki  co prowadzi do tego iż promienie światła wpadające do oka ogniskują się nie w jednym punkcie oka ale w kilku.

 Najprostszą metoda poradzenia sobie z krótkowzrocznością a także astygmatyzmem jest zastosowanie okularów z odpowiednio dobranymi szkłami korekcyjnym bądź też zastosowanie szkieł kontaktowych. Możliwa jest również interwencja chirurgiczna przy użyciu lasera.
Źródło
 Ja do tej pory z moimi wadami wzroku radziłam sobie za pomocą okularów. Niestety w moim przypadku dobór szkieł nie jest prosty i nie każdy okulista potrafi mi pomóc w takim stopniu abym była zadowolona. Dobranie szkieł tak aby korygowały zarówno krótkowzroczność jak i astygmatyzm i w efekcie dały mi wyraźny, ostry obraz jest naprawdę sporym wyzwaniem ;) Kiedyś dodatkowym problemem była duża grubość szkieł korygujących konieczna przy moim stopniu wady. Na szczęście nie jest to już problemem, ponieważ stosowane są specjalnie szkła o mniejszej grubości ale zachowujące swoje właściwości. Niestety im jestem starsza tym wada wzroku się pogłębia i tym trudniej dobrać mi szkła. Niepewnie czuję się też jeżdżąc autem o zmierzchu lub w nocy bo widzenie jest wtedy naprawdę dużo trudniejsze - muszę bardzo nadwyrężać oczy i w efekcie do celu podróży docieram wymęczona i z bólem głowy. Dlatego zaczęłam się zastanawiać na laserową korekcją wzroku.

 Na czym polega laserowa korekcja wzroku? Na nadaniu rogówce oka właściwego kształtu przy wykorzystaniu jednego z dwóch laserów: femtosekundowego lub excimerowego. Laser femtosekundowy działa w podczerwieni i umożliwia precyzyjne cięcie powierzchni rogówki zamiast stosowanego obecnie noża mikrokeratomu. Laser excimerowy natomiast pozwala na zmianę krzywizny rogówki przy wykorzystaniu zjawiska ablacji do usunięcia kolejnych warstw rogówki.
Źródło
 Parametry stosowanej wiązki światła laserowego dobierane są oczywiście indywidualnie do każdego oka po bardzo dokładnym badaniu. Dodatkowo w zależności od wady wzroku, indywidualnych uwarunkowań oraz planowanego rezultatu laserowa korekcja wzroku może odbyć się różnymi metodami, które różnią się głównie sposobem przygotowania rogówki na działanie lasera. Przygotowanie to może się odbyć np. poprzez mechaniczne usuniecie nabłonka rogówki (EPI-LASIK) albo przez jego odsunięcie przy użyciu alkoholu (LASEK) czy też mechaniczne wytworzenie płata rogówki będącego po zabiegu przywracanego w pierwotne położenie (LASIK).

 Laserowa korekcja oczu ma wiele zalet i można wykonać ją w wielu placówkach (np. TU). Do jej zalet należą między innymi:
- eliminacja konieczności noszenia okularów,
- szybkość i bezbolesność zabiegu (kilka minut w znieczuleniu miejscowym),
- krótki okres rekonwalescencji,
- małe ryzyko skutków ubocznych i powikłań po zabiegu.
Nie trzeba więc chyba tłumaczyć dlaczego marzy mi się takie rozwiązanie moich problemów ze wzrokiem... Mam nadzieję, że w końcu wprowadzę je w życie.
post signature

czwartek, 11 grudnia 2014

Kaszel nie daje za wygraną

 Coś choróbska nie chcą dać nam spokoju. Najpierw mnie rozłożył kaszel i to taki uporczywy, że przeszedł w zapalenie tchawicy i musiałam zacząć brać antybiotyk. Nie skończyłam swojej kuracji a kaszel zaczął dokuczać Emilce i Fabiankowi. Były syropki, inhalacje ale walka szła nam opornie.
 Fabiankowi udało się kaszel zwalczyć. Po kilku dniach jednak powtórka z rozrywki i kaszel powrócił a z nim paskudne żółto-zielone gile i zatkane zatoki. Do tego doszła gorączka... Na trzeci dzień gorączkowania Fabiś zaczął wymiotować - męczył się biedaczek około godziny ale przynajmniej pozbył się całej flegmy nagromadzonej w organizmie. Po drzemce wstał jak nowo narodzony - zatoki czyste, brak kaszlu i gorączki :) Pierwszy raz zdarzyło nam się aby wymioty wywołały takie ozdrowienie ;)
 Emilkę w tym czasie kaszel nie opuścił ani na jeden dzień. Syropy przeciwkaszlowe podawane na noc nie dawały żadnej poprawy - w nocy męczył ją suchy kaszel nie pozwalający na sen... Kolejne wizyty u pediatry nie pomagały. W zeszłym tygodniu gardło miała bardzo brzydkie więc dostała półantybiotyk (Bactrim). Wczoraj wieczorem Milcia zaczęła się skarżyć na ból głowy, rąk i nóg a rano wstała z gorączką. Powędrowałyśmy więc do pediatry ponownie - okazało się, że gardło nadal bardzo brzydkie więc do akcji wkroczył antybiotyk. Mam nadzieję, że w końcu on pomoże... :|

 Emilka ma przerwę od przedszkola więc Fabian też nie bardzo chce tam chodzić... Chce zostać w domu bo "też COŚ go boli" ;) Zazdrośnik z niego okropny - złości się gdy chcę potulić Milę przed snem czy po prostu zwracam na nią więcej uwagi niż zazwyczaj... Tłumaczę mu, że gdy on był chory to też potrzebował mnie bardziej i Mila się nie sprzeciwiała. Teraz jego kolej by pomóc Mici w walce ze złym samopoczuciem ;)
Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 7 grudnia 2014

49/52

 Fabianek z gorączką od wczoraj - humor go jednak nie opuszcza ;) Cały weekend chodzi za Emilką i prosi aby się z nim bawiła. Emilcia czasem ulega jego prośbą ale chwilami się złości bo chce kolorować albo bawić się kucykami... Jednym słowem - wesoło i głośno mamy w domku :) Ciekawe co jutro powie pediatra na temat Fabiego :|

Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 24 listopada 2014

47/52

 Walczę z uporczywym przeziębieniem - najchętniej nie robiłabym nic... Na szczęście Emilce i Fabianowi humor ostatnio dopisuje. Cierpliwie pozwalają mi chorować i po powrocie z przedszkola bawią się razem lub obok siebie... Fabiś upodobał sobie zabawę sztućcami - potrafi całą szufladę ogołocić ;) Łyżeczki ostatnio tak schował, że nie mogłam ich znaleźć... Emilcia natomiast bawi się przeważnie malutkimi księżniczkami z Kinder niespodzianki :) Zastanawiam się po co chcą od Mikołaja wypasione zabawki ;)
Cotygodniowy kadr nieogarnięty w terminie. Oby za tydzień było lepiej ;)
Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 30 października 2014

Mało mnie

 Ostatnio nie mam czasu na blogowanie. Od poniedziałku pilnuję 10-miesięcznej Karolinki. Jest to córeczka znajomych, która na 2 tygodnie potrzebowała zastępczej niani i ja zgłosiłam się na ochotnika ;) Mała jest super grzeczna i kochana ale gdy wracam do domu jest zazwyczaj przed 17:00 a ja mam sporo do zrobienia. Przede wszystkim ogarnięcie mieszkania i ugotowanie obiadu na następny dzień. No i oczywiście trzeba się z dzieciakami powyłupiać i na przytulać ;)

 Fajnie tak sobie poprzypominać jak to jest z małym dzieckiem - takim co nie chodzi i nie mówi ;) Cieszę się, że nie zapomniałam jak to jest i udaje mi się bezbłędnie odgadnąć kiedy Karolcia chce spać, kiedy jeść a kiedy się poprzytulać. Jeszcze ani razu nie było kryzysu i płaczu - jestem z siebie dumna :)

 Fabiś ten tydzień spędza u babci - ma zapalenie krtani i wolne od przedszkola. Pediatra zapisała mu leki wziewne więc co dziennie 2 razy robimy inhalacje... Poprawa następuje niestety bardzo powoli :( Dobrze, że Milcia jak na razie zdrowa :)
Image and video hosting by TinyPic