Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogrzeb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogrzeb. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2013

Przedświątecznie

  Już prawie Wielkanoc a ja w ogóle tego nie czuję... Wszystko przez śnieg za oknem i typowo zimową aurę :| Może gdybym ubrała choinkę w pisanki poprawiłby mi się nastrój? ;) Wielkanoc kojarzy mi się z wiosną, świeżą zielenią listków i traw, spacerami w słońcu po wielkanocnym śniadaniu... Na pewno nie pasują mi do niej zimowe ubrania, śnieg i ukrywanie się w domu przed mroźnym wiatrem :| Mam nadzieje, że udział w mszy dzisiaj i jutro wprowadzi mnie jednak w atmosferę świąteczną :) Podobne nadzieje wiążę z sobotnim malowaniem jajek i szykowaniem koszyczków na święconkę dla dzieciaków :)

 Czas u rodziców mija mi w tempie ekspresowym. Obowiązków mam tu mniej niż u siebie w mieszkaniu ale jestem dużo bardziej zmęczona - zazwyczaj zasypiam z dzieciakami jeszcze przed 22:00. Najwięcej energii pochłania mi pilnowanie Fabianka. Mały łobuziak ma tu duże pole do popisu jeżeli chodzi o szperanie w szafkach i wyjmowanie z nich wszystkiego co wpadnie mu w rączki, obrywanie kwiatków w doniczkach czy roznoszenie drzewa przynoszonego do pieca. Gdy nieopatrznie drzwi do łazienki zostają nie zamknięte to w ułamku sekundy Fabian stoi przy umywalce i odkręca maksymalnie wodę albo gryzie mydło... Próbował nawet babci wyprasować panele w pokoju żelazkiem. Jednym słowem trzeba cały czas go pilnować i praktycznie nie spuszczać z oczu. Dobrze chociaż, że z Emilką nie ma takich problemów - ogląda bajki, tańczy do teledysków (które na szczęście ze sobą przywiozłam na płytce) albo bawi się z Michałkiem :)

 Wczoraj spędziłam pracowite popołudnie przeglądając kilka worów ubrań po Michale i wybrałam jeden wielki worek ubranek dla Fabianka na najbliższą wiosnę, lato i troszkę na zimę :) Już nie mogę się doczekać kiedy zacznę go ubierać w niektóre z letnich koszulek z motywem pirackim :) Emilka oczywiście poczuła się pokrzywdzona, że dla niej nic nie ma... Na osłodę kupiłam jej dzisiaj fajną czapkę na wiosnę oraz koszulę nocną z Hello Kitty :) Wymyśliła sobie bowiem ostatnio, że chce spać tak jak mama w koszuli a nie w piżamie ;) Przy okazji wyprawy do Żnina zaliczyłam z Milką wizytę u fryzjera :) Obie podcięłyśmy sobie końcówki włosów oraz grzywki i od razu poczułyśmy się piękniejsze - ciekawe czy tata jutro zauważy te drobne zmiany gdy w końcu do nas przyjedzie ;) Dzieciaki już nie mogą się doczekać spotkania z tatusiem - Fabi co jakiś czas z nadzieją woła tatę pod drzwiami wejściowymi a Milka wczoraj przed zaśnięciem ze łzami w oczach mówiła "tęsknię już za tatusiem"...

 Muszę jeszcze pochwalić dzieciaki jeżeli chodzi o poniedziałkowy pogrzeb. Emilka została z Michałkiem w Rydlewie i pilnowała ich sąsiadka. Emilka była podobno grzeczna i się słuchała. Nie płakała też za mną :) Fabianek natomiast pojechał z nami na pogrzeb. Przespał w aucie całą podróż czyli ponad 2 godziny :) Obudził się dopiero gdy dojechaliśmy na miejsce. W kościele chciał koniecznie rozebrać mnie z kurtki aby dostać się do mleka ale jakoś udało mi się odwrócić jego uwagę. Niestety msza w kościele bardzo go nudziła i nie było opcji aby siedział ze mną w ławce - zmuszona byłam stać z nim na samym tyle kościoła tak aby mógł tam sobie swobodnie biegać. Na szczęście wystarczyło mu to w zupełności i mogłam spokojnie się pomodlić a on nie przeszkadzał żałobnikom. Przejście na cmentarz również obyło się bez problemów - jedynym kłopotem było to, że Fabi nie chciał iść do nikogo na ręce i to ja musiałam wszędzie go nosić... W restauracji na początku Fabi był zawstydzony ale szybko się rozkręcił i biegał po całej sali zaczepiając ciocie i wujków albo za kelnerką wchodził do kuchni :) W drodze powrotnej do domu nie chciał już spać ale na szczęście nie płakał tylko grzecznie patrzył przez okno pytając co chwile "to to" (co to). 
Mam nadzieje, że w drodze do Olsztyna będzie równie grzeczny w aucie ;) Oby ta zmiana nastawienia do podróżowania naszego synka była stała :)


post signature

niedziela, 24 marca 2013

Podróż oraz trochę o śmierci

 Jesteśmy już w Rydlewie u moich rodziców. Podróż minęła nam dobrze. Fabi zaliczył w pociągu ponad godzinną drzemkę więc humorek mu dopisywał - tańczył, śpiewał i zaczepiał pasażerów ;) Milcia również była grzeczna, chociaż po 2 godzinach podróż okropnie zaczęła jej się już dłużyć ;) Gdy dojechaliśmy do Inowrocławia czekał już na nas dziadek - dzieciaki przywitały go radośnie okrzykiem "dziadzia!". Byłam przekonana, że na początku Fabianek będzie się wstydził dziadka bo widział go ostatnio w listopadzie. Spotkało mnie jednak miłe zaskoczenie - Fabi cały czas chodzi za dziadzią i go zaczepia i nawet przez minutę nie był zawstydzony :) Po przyjeździe do Rydlewa czekała na Emilkę niespodzianka ;)




 Radość z wyjazdu zepsuła mi piątkowa informacja o śmierci mojej cioci - siostry mojego taty. Była to mama mojej ulubionej kuzynki Beaty. To ona (kuzynka) będąc dzieckiem jeździła do moich rodziców na wakacje aby się mną opiekować a później brać do siebie na wakacje. Wielokrotnie więc byłam gościem w domu u cioci. Często chodziłam z nią do kiosku, w którym pracowała i bawiłam się w sklepową układając towar lub podając go kupującym. Gdy Beata założyła swoją rodzinę i wyprowadziła się od rodziców wówczas moje wizyty u cioci stały się rzadsze. Na wakacje zaczęłam jeździć do nowego domu kuzynki ale i tak czasem na weekendy jeździliśmy w odwiedziny do cioci. Gdy dorosłam kontakt zarówno z ciocią jak i kuzynką stał się sporadyczny. W pamięci jednak pozostały te wszystkie wakacje i czas u nich spędzany... Zawsze będę pamiętać chwile spędzane z ciocią w kiosku, zabawy na balkonie czy też wybieranie rożnych drobiazgów na stoiskach "rusków"...

Pogrzeb cioci będzie w poniedziałek o 11:00 w miejscowości oddalonej od domu moich rodziców o ponad 100 km. Bardzo chciałabym jechać i pożegnać ciocię. Nie mam jednak co zrobić z dziećmi :( Nie chcę ich brać ze sobą na pogrzeb. Fabian jest wprawdzie na tyle mały, że nie rozumie jeszcze zagadnień związanych ze  śmiercią. Mogłabym go więc zabrać ze sobą gdyby nie to, że nie lubi jeździć autem i jest typowo zimowa pogoda a on jest lekko przeziębiony. Wzięcie Emilki na pogrzeb jednak w ogóle nie wchodzi w grę. Wprawdzie już wielokrotnie rozmawiałam z nią o śmierci – wie, że gdy się umiera to idzie się do nieba do Bozi. Umiera się natomiast wtedy gdy jest się bardzo poważnie chorym i lekarze nie są w stanie wyleczyć takiej osoby. Pierwszy raz o śmierci rozmawiałam z Emilką gdy miała prawie 2,5 roku – zdechła wówczas nasza jaszczurka. P. pojechał do lasu aby ją pochować a ja tłumaczyłam Mili, że jaszczurka była bardzo chora i poszła do nieba do Bozi aby już nie cierpieć. Taka odpowiedź jej wówczas wystarczyła i wystarcza do dziś. Gdy odwiedzamy cmentarz aby zapalić znicze u moich babć lub dziadków tłumaczę wówczas, że robimy to po to aby pokazać bliskim w niebie iż nadal o nich pamiętamy i za nimi tęsknimy. Takie odpowiedzi są dla niej wystarczające i myślę, że nie byłaby w stanie zrozumieć zakopywania trumny ze zmarłym w ziemi. Na pewno bardzo by przeżyła taki widok – nawet dla dorosłych jest to zawsze duże przeżycie. Dlatego też nie ma opcji aby Emilka jechała na pogrzeb. Jeżeli nie wymyślę co zrobić z dzieciakami tzn. z kim je zostawić, to nie będę miała wyjścia i zostanę z nimi w domu…

 P. miał jechać z nami do Rydlewa aby zostać z dzieciakami w poniedziałek w domu. Niestety rozłożyło go przeziębienie i leży w łóżku z gorączką. Ciężko mi było go zostawić w Olsztynie chorego. Na szczęście jego rodzice będą do niego zaglądać :)


post signature