Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dół. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

Niedotrzymana obietnica

 W ostatnim poście obiecałam, że wracam z regularnymi wpisami. Niestety pomimo braku pracy - tak ponownie jestem bezrobotna, nie mogę zebrać się aby usiąść do pisania... Wszystko przez złe samopoczucie, które mnie nęka - bóle głowy i żołądka, rozbicie i ogólna niemoc. Nie wiem czy to przez pogodę czy przez stresy ale mam nadzieję, że wkrótce poczuję się lepiej. Najgorsze jest to, że odbija się to również na Emilce i Fabianku - czekają kartki świąteczne do zrobienia, pieczenie pierników i pisanie listu do Św. Mikołaja.
 Sytuacji nie poprawia to, że w przyszłym tygodniu czeka mnie druga wyprawa do szpitala w Ameryce na czterodniowe badania Emilki pod kątem alergii. Na weekend zaplanowane jest również malowanie pokoju dzieciaków i przestawianie mebli gdyż w końcu w przyszłym tygodniu mają się u nas pojawić zamówione dla dzieciaków biurko i szafa... Oby ta niemoc szybko mnie ominęła bo już mnie męczy ciąga walka ze sobą :|
Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 26 maja 2014

Ospa w białe czy fioletowe kropki

 Jak wiadomo największym utrapieniem związanym z ospą wietrzną jest swędząca wysypka. Najprostszym sposobem łagodzenia swędzenia jest smarowanie pęcherzyków rożnymi mleczkami, pastami czy płynami. Barwią one skórę na biało z wyjątkiem pioktaniny, która barwi na fioletowo. Niestety przy bardzo nasilonych objawach smarowanie skóry nie wystarcza i trzeba zastosować syrop przeciwhistaminowy czy też uspokajający.

 Fabianek ospę przeszedł bardzo lekko - swędzenie praktycznie mu nie dokuczało a zmian skórnych miał niewiele. Wysypka znajdowała się u niego głównie na brzuchu, plecach, nogach rękach i szyi. Pojedyncze pęcherzyki znajdowały się na twarzy i jeden we włosach... Pęcherze były głównie małych rozmiarów. W przypadku Fabianka wystarczyło smarowanie zmian skórnych pioktaniną do momentu aż zmieniły się one w strupki.

 Emilki ospa wietrzna niestety wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku Fabianka. Od początku pęcherze pojawiają się licznie i dużo jest tych sporych. Pojawiają się one wszędzie - brzuch, plecy, ręce, nogi, szyja, twarz, okolice intymne, opuszki palców, przestrzenie między palcami, stopy, dłonie, uszy, usta na zewnątrz i od środka, dziąsła, podniebienie, a także we włosach czy pod językiem... Co za tym idzie każda pozycja jest dla Emilki uciążliwa - boli ją gdy siedzi, leży czy też stoi. Uraża ją ubranie i nie może się nawet oprzeć plecami o krzesło czy kanapę... Problemem jest nawet jej przytulenie bo ciężko objąć ją tak aby nie dotknąć jakiegoś bolącego miejsca :( Do tego wszystkiego dochodzi intensywne swędzenie, które najintensywniej dokucza wieczorem i w nocy. Emilka budzi się w nocy i nie może zasnąć, drapie się przez sen i oczywiście płacze... W ciągu dnia również towarzyszą nam okrzyki bólu oraz jęki, że nie chce być chora i nie lubi ospy...
Próbuję ulżyć Emilce jak się da. Od początku choroby daję jej syrop o działaniu przeciwwirusowym (Groprinosin), opłukuję wodą z dodatkiem nadmanganianu potasu oraz smaruję każdą zmianę skórną. Do smarowania początkowo stosowałam mleczko, które poleciła mi pediatra na dyżurze w szpitalu. Zostawiało ono białe plamy na skórze, które łatwo się zmywało i to był plus w porówniu z fioletowym zabarwianiem pioktaniny. Niestety na tym plusy się kończą w naszym przypadku. Mleczko to szybko się ścierało, swędzenie likwidowało na krótko a najgorsze, że na pękniętych pęcherzykach wchodziło w rankę nie pozwalając na wytworzenie strupka... Dlatego też postanowiłam Emilkę smarować pioktaniną, która tych wad nie posiada. Faktem jest, że Emilka wygląda teraz jak mały fioletowy kosmita ale najważniejsze aby jej ulżyć w cierpieniu...
Niestety w przypadku Emilki i tak nasilonego przebiegu ospy smarowanie zmian skórnych pomaga niewystarczająco. Dlatego też pediatra dzisiaj zapisała nam syrop o działaniu przeciwświądowym i uspokajającym (Atarax). Mam nadzieję, że pomoże on Emilce i nie będzie już ona tak mocno cierpieć :|

 Ostatnie dni są dla mnie mega trudne. Ciężko sobie radzę z patrzeniem na Emilkę w takim stanie. Płacz i krzyki przez większą część doby są ponad moje siły dlatego, ze nie mogę jej pomóc. Niestety ona nie może zrozumieć tego, że ospę trzeba przetrwać i tak naprawdę nie da się w 100% zniwelować jej uciążliwych dolegliwości... Smarowanie ją boli, mycie ją boli ale niestety trzeba to robić aby chociaż spróbować przyspieszyć zdrowienie... A Milcia oczekuje ode mnie konkretnej pomocy polegającej na zmniejszeniu wysypki i wyeliminowaniu bólu czy swędzenia :(
 W tym wszystkim jest jeszcze Fabianek, który nie rozumie iż Emilka jest chora i trzeba poświęcić jej więcej uwagi. Nie rozumie też, że Mila jest bardziej marudna i jego próby zaczepek ją drażnią. Płacz siostry i jej okrzyki bólu go przerażają i zaczyna płakać albo woła mnie abym szybko przyszła do Emilki...

 Zachęcam do poczytania o ospie wietrznej na stronie Ospa Wietrzna | Droga Do Siebie.
Image and video hosting by TinyPic

środa, 8 stycznia 2014

Mega dół ...

 Mam ogromnego doła - siedzę i powstrzymuję łzy :| Miałam iść na staż do przedszkola gdy pojawią się środki w Urzędzie Pracy (UP). Są już środki europejskie na staże ale ilość miejsc ograniczona. Pobiegłam więc wczoraj do przedszkola z wydrukowanymi dokumentami a oni na to, że jednak nic z tego nie będzie "bo to" "bo tamto"... Pół dnia spędziłam więc dzisiaj na szukaniu innego miejsca stażu - obdzwoniłam wszystkie laboratoria które znalazłam w internecie - poza medycznymi oczywiście.... Do dwóch wysłałam CV o które poprosili a w reszcie miejsc mi odmówiona bo albo już mają stażystów zapisanych albo w ogóle nie chcą stażystów. Mam dość :( Ciekawe jak znajdę pracę skoro nawet na staż mnie nie chcą? :((
 Trzymajcie kciuki aby ktoś się jednak odezwał... :| Jeżeli na ten nabór z UP nic mi się nie uda załatwić to mam nadzieje, ze chociaż na następny - ze środków państwowych, się uda... Kurcze muszę w końcu ruszyć się z tego domu i zacząć pracować - ile można być w domu z dziećmi na utrzymaniu męża? :| Zresztą od tego czy w końcu coś znajdę zależy to czy Emilka do 5-latków będzie chodziła do przedszkola czy do szkoły... :|
Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 22 lipca 2013

Przerażająca diagnoza - edit

 Stresujące dni nastały w mojej rodzince... Neurolog dzisiaj wysnuł przypuszczenie, że mój chrześniak może mieć dystrofię mięśni. Poczytałam troszkę o tym i jestem przerażona. Jutro będziemy zapisywać go na badania w Warszawie. Mam nadzieję, że terminy nie będą kosmiczne i uda się szybko wykluczyć tą straszną diagnozę :| Boże żeby tylko okazało się, że to durny wymysł lekarza i skończy się na niepotrzebnym stresie ...

 W Warszawie na ten rok nie ma już wolnych terminów i można dzwonić dopiero w styczniu 2014 roku.  Dla mnie to po prostu jakaś pomyłka z tymi terminami. Będziemy szukać jakieś innej placówki i rozmawiać z neurologiem - może on będzie miał jakiś pomysł :| A może ktoś kto mnie czyta może polecić jakąś dobrą poradnię chorób mięśni? Jakoś ciężko wyobrazić sobie tak długie czekanie na badania... :|


post signature

czwartek, 30 maja 2013

Mam już dość...

 Już prawie 2 tygodnie nie mamy telewizora bo się zepsuł. Przyzwyczaiłam się do tego i jak dla mnie jest nawet fajnie - wieczorem czytam sobie książkę, dzieciaki rzadziej oglądają bajki, mam więcej czasu na spokojną rozmowę z P. ;) Nie spieszy mi się zatem do naprawy lub kupna nowego sprzętu a sam fakt usterki jakoś mnie nie przybił ;) Dzisiaj jednak zorientowałam się, że od kilku dni pralka nie grzeje nam wody i pierze w zimnej :| To mnie już niestety przybiło :( Jak bowiem funkcjonować bez pralki? Przy dwójce dzieci (w tym jedno uczące się życia bez pampersów) jest to nie wykonalne. Znając nasze szczęście koszt naprawy będzie pewnie taki, że bardziej będzie się opłacało kupić nową... Porażka jakaś :( Już mnie to wszystko przerasta - w ciągu minionych 12 miesięcy musieliśmy kupić nową lodówkę, nowy odkurzacz, nowe głośniki i nowy monitor do komputera bo wszystko po kolei się psuło. Teraz do listy zepsutych sprzętów dołączył telewizor i pralka :( Zastanawiam się co jeszcze może się zepsuć - samochód, aparat fotograficzny, komputer? Buuu ;(


post signature

środa, 15 maja 2013

Cisza

 Zamilkłam na kilka dni a wszystko z powodu weekendowej mini imprezki urodzinowej u rodziców oraz niedzielnej I Komunii Świętej mojego chrześniaka i jego siostry. W poniedziałek natomiast od rana był szał z pakowaniem i powrotem do Olsztyna. Po powrocie do domu chciałam napisać relację z weekendu ale jakoś dół mnie okropny dorwał i nie mogę jakoś przegnać smutku i zmartwień z moich myśli :( Co miesiąc mam nadzieję, że kolejny miesiąc będzie łatwiejszy do przetrwania ale niestety tak nie jest. Wydaje mi się, że życie z jednej pensji stało się już po prostu nie możliwe... Muszę znaleźć jakiś sposób na dorobienie jakiejś kasy :| Od lipca miałam pilnować małej Alicji ale z powodu przedłużenia urlopu macierzyńskiego nic z tego nie wyszło. Dla Alicji i jej mamy to super informacja bo będą mogły ze sobą spędzić cały pierwszy rok Małej - a wiadomo, że to bardzo ważny czas w życiu dziecka :) Ja muszę jednak wymyślić coś nowego na dorobienie jakiejś kasy... Mam nadzieję, że mi się to uda.
 Jak na złość wczoraj jeszcze zepsuł się nam telewizor :| A dzisiaj na spacerze z Fabiankiem jakiś babsztyl palący na balkonie wieżowca wyrzucił peta na chodnik (mało brakowało a dostałabym w głowę) i splunął przez balkon trafiając w wózek. Myślałam, że zaraz kogoś rozszarpię :| Zastanawiam się co mi jeszcze humor zepsuje - może padnie komputer albo pralka? A może dzieciaki znowu zachorują... :(

 Z pozytywnych rzeczy - Fabian w poniedziałek po raz pierwszy sam zawołał "PSI PSI" :) Po zdjęciu pampersa zachęcony przeze mnie usiadł na nocniku i zrobił siusiu :) Od tego momentu zdarza mu się siadać na nocniczku samemu gdy biega bez pampersa. W ten sposób zrobił już kilka razy siku i raz kupkę :) Oczywiście zdarzają się jeszcze wpadki z siusianiem na podłogę ale i tak jestem z niego bardzo dumna i mam nadzieję, że uda się wkrótce pożegnać pampersy :)
Również zasób słówek Fabianka się poszerza :) Ulubionym słowem ostatnio jest "TAM" z wskazaniem gdzie to tam jest ;) W ten sposób pokazuje gdzie chce iść czy też gdzie leży rzecz którą chce aby mu podać :) Wczoraj zaczął mówić "PIKO" i dopiero gdy pokazał mi stojącą na szafce butelkę po piwie dowiedziałam się  że słowo to oznacza "piwko" ;) Na placu zabaw natomiast wczoraj pobiegł do Milki i zaczął ją ciągnąć za rękę wołając "MIKA WZIU" aby Emilka szła z nim na zjeżdżalnię :) Fabianek mówi również "DZIĘ" (dziękuję) ;)


post signature

poniedziałek, 11 marca 2013

Mama niepracująca

 Jestem mamą niepracującą - oczywiście niepracującą zawodowo bo przecież w domu nie siedzę tylko ciągle "coś" robię ;) Zakupy, pranie, prasowanie, sprzątanie czy obiad nie robią się same. Emilka sama się z przedszkola też nie odbierze ;) Fabian też się sam sobą nie zajmie przez cały dzień :) Faktem jest jednak to, że pieniądze na życie zarabia P. Nie wypomina mi tego i mam pełny dostęp do konta. Jest mi jednak czasem źle z tym, że nie mam wkładu finansowego do naszego domowego budżetu. Im więcej czasu mija odkąd jestem w domu tym częściej zdarzają mi się takie momenty. Zresztą nie oszukujmy się - z jednej pensji coraz ciężej się żyje rodzinie 4-osobowej. Dlatego też postanowiłam rozejrzeć się za jakimś zajęciem pozwalającym mi dorobić kilka złotych miesięcznie. Chodzi oczywiście o zajęcie pozwalające mi w dalszym ciągu zajmować się Fabiankiem - nie chcemy go posyłać do żłobka a babcia pracuje i nie może go pilnować. Wymyśliłam więc, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pilnowanie jakiegoś dzidziusia przy jednoczesnym zajmowaniu się Fabisiem. Dzieci miałyby towarzystwo a ja robiłabym to co sprawia mi przyjemność :) No i wpadłoby kilka złotych do kieszeni co pozwoliłoby podreperować nasz budżet...

 Chodzi oczywiście o rozwiązanie tymczasowe bo za 1,5 roku będę szukać jakiejś pracy na normalną umowę. Fabianek wtedy pójdzie do przedszkola a Emilcia już do 5-latków więc w końcu będę mogła wyjść do ludzi ;) Już czasem brakuje mi takiego normalnego kontaktu z dorosłymi bez dzieci :) W końcu już od 2008 roku "siedzę" w domu. Marzy mi się oczywiście praca w zawodzie i robienie tego co mnie interesuje - laboratorium i analizy chemiczne produktów spożywczych to mój świat ;) Niestety ciężko o pracę w moim zawodzie :( No ale jeszcze półtora roku spędzę w domu więc może coś się zmieni przez ten czas ;) Narazie sytuacja na rynku pracy napawa mnie przerażeniem... Tym bardziej, że mieszkam w województwie o największej stopie bezrobocia w Polsce - województwie warmińsko-mazurskim :(

 Wracając do opieki nad dzieckiem - nadarzyła się okazja opieki nad małą dziewczynką w okresie wakacji - lipiec i sierpień. Mała skończy w lipcu 6 miesięcy. Wierzę, że dam sobie radę i zarówno ja jak i dzieciaki dogadamy się ze sobą ;) A jeżeli wszystko pójdzie dobrze to może  mała Ala zostanie u nas dłużej ;) Oby tylko nic się nie zmieniło bo do lipca jeszcze trochę ;)


Przypominam o moim candy książkowym


post signature

wtorek, 29 stycznia 2013

Jak się psuje to wszystko na raz

 Niestety pada nam komputer :( Najpierw zepsuła się karta graficzna. Na szczęście jest jeszcze na gwarancji - oby tylko ją nam uznali... Na reklamację mamy czekać do 28 dni. Nie zdążyliśmy zanieść karty do sklepu i padł nam monitor :( Na dodatek głośniki są ledwo żywe... Załamałam się po prostu :( Nie lubię być odcięta od wirtualnego świata ;) Nie wiem skąd wziąć na to wszystko kasę... Na szczęście udało nam się narazie pożyczyć od znajomych kartę graficzną i od teściów monitor. Monitor niestety stary - mega wielki i ledwo na biurku nam się mieści. Najważniejsze jednak, że jest możliwość korzystania z komputera bez konieczności wizyty w sklepie... Gdyby nie te pożyczki sprzętowe to pewnie na długo zniknęłabym z blogowego świata.

 Pogoda się u nas zepsuła - w dzień była temperatura dodatnia i padał deszcz. Śnieg znika w tempie ekspresowym :( Na szczęście wczoraj dzieciaki zaliczyły dwie wizyty na górce i szalały na jabłuszkach :) Strasznie spodobał im się taki sposób zjeżdżania z górki :) Fabi zjeżdżał oczywiście na sankach. W końcu jednak okazał jakieś emocje - w trakcie zjazdu miał uśmiech od ucha do ucha :) Do tej pory gdy zjeżdżał był poważny i skupiony. Nowością u Fabianka jest również "cmokanie" gdy chce aby dać mu pić lub jeść oraz przesyłanie buziaków. Wczoraj udało mu się też zrobić pierwszy raz siusiu na nocnik - był z siebie bardzo zadowolony :) Cieszy mnie to niezmiernie, ponieważ dobrze to wróży na wiosenne odzwyczajenie od pampersów :)
Niestety jutro moja mama i Michałek wracają już do swojego domku :( Będę musiała znowu się przyzwyczajać do tego, że większość dnia spędzam sama z Fabiankiem... Fajne było to półtora tygodnia spędzone w większym gronie :)


post signature

niedziela, 18 listopada 2012

Dla dobra dziecka...

  Ostatnio dużo myślę o tym co jest dobre dla dziecka. Jest tak dlatego, że u bliskiej mi osoby nie układa się w małżeństwie. I niestety jest tak już od dawna i jakoś nie udaje im się zmienić nic na lepsze... Razem są już 7 lat a jako małżeństwo 4 lata. Najgorszej jest to, że nie są sami - mają 3letnie Dziecko. On myśli o rozwodzie. Ona uważa, że wszystko będzie dobrze jeżeli tylko On będzie Ją bardziej kochał... On twierdzi, że już Jej nie kocha :| W tym wszystkim poza ich Dzieckiem są jeszcze Jego Rodzice, z którymi mieszkają. Rodzice uważają, że najważniejsze jest dobro Dziecka. Nie myślą jednak o swoim Dziecku a o Wnuku. A co według nich jest najlepsze dla Wnuka? A więc to aby miało zarówno mamę i tatę mieszkających razem. Rozbicie rodziny w ogóle nie wchodzi u nich w grę. Co więcej jeżeli On zdecyduje się na rozwód to nie będzie mógł na nich liczyć i oczywiście będzie musiał się wyprowadzić z domu...
 Nie chcę się opowiadać po żadnej ze stron. Uważam jednak, że Dziecko nie może być szczęśliwie gdy rodzice są razem tylko ze względu na nie. Nie może być szczęśliwe patrząc na rodziców, którzy się nie kochają, nie szanują i nie potrafią się dogadać. Dziecko nie może być szczęśliwe gdy rodzice nie są szczęśliwi... :( Wiem, że jeżeli On się z Nią rozwiedzie to Dziecko też nie będzie szczęśliwe. Nie będzie miało bowiem na co dzień swojego Taty i będzie widziało, że Mama jest smutna... :( Które więc rozwiązanie będzie mniejszym złem dla Dziecka?
Widzę, że On już się poddał i nie chce dalej próbować cokolwiek zmieniać. Widzę, że jest nieszczęśliwy co bardzo mnie boli :| Tak bardzo chciałabym aby jednak im się ułożyło i aby można było uniknąć rozstania. Podpowiedziałam im wizytę w Poradni Rodzinnej. Chodzili - nic to nie dało. Próbuję rozmawiać z Nim, z Nią, z Jego Rodzicami. Każda ze stron ma swoje racje i ciężko temu zaprzeczyć. Chciałabym Im jakoś pomóc ale nie wiem już jak... :| Może zbiorowa rozmowa z wszystkimi na raz.?.. Może jednak powinni zdecydować się na separację na jakiś czas?... A może powinnam odpuścić i zobaczyć jak sytuacja sama się potoczy?...
Mam nadzieję, że nigdy nie będę w Ich sytuacji :(


post signature

wtorek, 2 października 2012

Cisza...

Emilka w przedszkolu, P. od wczoraj wrócił do pracy po 2-tygodniowym urlopie tacierzyńskim, Fabianek śpi... Obiad przygotowany, mieszkanie posprzątane, pranie się pierze a ja nie wiem co ze sobą zrobić :| Goście urodzinowi Fabianka odjechali przed chwilą. Moja mama była u nas od zeszłego tygodnia a tata z bratową i Michałkiem od piątku. Przez kilka dni było więc gwarno i wesoło. Teraz jakaś głucha cisza zapanowała a ja jak zwykle po wyjeździe rodzinki podłapałam doła :(
Wieczorem postaram się wrzucić kilka fotek z urodzinek Fabianka :)

post signature

czwartek, 26 lipca 2012

Znowu sami...

Moja rodzinka wróciła wczoraj do domu. Jestem więc znowu sama z dziećmi do czasu aż P. nie wróci z pracy. A robi ostatnio nadgodziny bo mają dużo zleceń więc w domu będzie dopiero wieczorem. Od rana mam więc smętny nastrój i brak mi energii na cokolwiek... Zawsze tak mam po wyjeździe gości, że ciężko mi się ogarnąć i wrócić do normalnego trybu sprzed ich wizyty. Dobrze, że za chwilę weekend ;)
Powinnam zabrać się za porządki bo czwartek to u mnie dzień sprzątania całego mieszkania ale weny brak. Tym bardziej, że padł mi wczoraj odkurzacz i muszę dopiero jechać kupić nowy ;) Idę więc chyba z dzieciakami na spacer zanim zrobi się upal a sprzątać będę później ;) Ciekawe czy zmuszę się dzisiaj do zrobienia obiadu? Nie lubię takich dni gdy nic mi się nie chce... :|

poniedziałek, 2 lipca 2012

Zły dzień

Pomimo ładnej pogody za oknem mam dzisiaj zły dzień - smutno mi jakoś i czuję się przytłoczona sprawami dnia codziennego... P. mi niestety niczego ostatnio nie ułatwia. Nastąpił chyba u niego jakiś okres buntu i jakąkolwiek pomoc muszę u niego praktycznie wymuszać :( Dobija mnie to okropnie bo czuję się tak jakbym była złą matką i żoną, że sobie nie radzę z domem i dziećmi sama i muszę go prosić o pomoc :| Nie mam nawet z kim pogadać bo wśród znajomych, których i tak nie mam wielu, nastała cisza... Smutno mi okrutnie i pocieszam się przytulankami do dzieciaków... :(

wtorek, 20 marca 2012

Akcja praca

Znowu zaczęła się akcja pod tytułem "praca". Ostatnio wysłuchuję od pewnej osoby, że powinnam iść do pracy. Ba żebym to tylko ja wysłuchiwała ale ostatnio nawet moja mama musiała wysłuchać wywodu na ten temat. Strasznie mnie wkurza takie gadanie "powinnaś iść do pracy"... :| Jak niby mam to zrobić? Mam w domu niespełna półroczne niemowlę i jeszcze 3-latkę, która dopiero od września pójdzie do przedszkola. Ciekawe co mam zrobić z dziećmi - zamknąć je w piwnicy albo w mieszkaniu zostawić same? Na opiekunkę mnie nie stać. A osoba której tak zależy na tym abym poszła do pracy dziećmi mi się nie zajmie bo sama pracuje i nie ma zamiaru z tej pracy rezygnować (chociaż mogłaby). Pomijam oczywiście fakt, że o pracę wcale nie tak łatwo.
Chętnie poszłabym do pracy na ćwierć etatu a nawet dorywczo na kilka godzin w tygodniu. Dłuży mi się bowiem ostatnio troszkę czas w domu a i dodatkowe pieniądze bardzo by się przydały. Niestety nie mam z kim zostawić dzieci. Nawet praca na kilka godzin w tygodniu popołudniami odpada bo mój P. pracę kończy różnie - raz o 15, innym razem musi zostać do 16 czy 17, a czasami nawet do 19. Sporadycznie wyjeżdża też w delegacje na kilka dni... Nie ma szans żeby to zmienić chyba, że zmieniłby pracę a to nam się nie kalkuluje.
Gdy z P. decydowaliśmy się na drugie dziecko wiedzieliśmy, że będzie trudniej finansowo niż z jednym dzieckiem. Wiedzieliśmy też, że do pracy będę mogła iść dopiero gdy poślemy oboje dzieci do przedszkola. Zdecydowaliśmy się jednak na to. Dlaczego komuś to aż tak bardzo przeszkadza? Przecież ta osoba nie musi nam pomagać jeżeli nie chce. Udaje jej się za to zepsuć moją radość którą czerpię z patrzenia na to jak rosną i rozwijają się moje dzieci :( Przecież zdążę się jeszcze napracować zawodowo. A jeżeli nadarzy się super okazja - praca na kilka godzin w tygodniu i "ktoś" zajmie się w tym czasie moimi dziećmi to bardzo chętnie z tego skorzystam... Nie chcę na siłę rezygnować z tych 3 lat, które mogę "poświecić" dziecku zanim pójdzie do przedszkola. Te 3 lata, w których mama i dziecko mają siebie na wyłączność szybko upłyną i nigdy już nie wrócą - zacznie się etap pracy, przedszkola czy szkoły i spędzania ze sobą tylko kilku godzin dziennie. Czy to naprawdę aż tak źle, że nie chcę na siłę czy za wszelką cenę z tego rezygnować? Chociaż tak jak pisałam jeżeli nadarzyłaby się okazja to pewnie bym z niej skorzystała ale na pewno nie w pełnym wymiarze godzin.
Jestem już zmęczona wysłuchiwaniem przytyków o tym, że nie pracuję :( Dobrze, że córka prawiącej kazania o niepracowaniu nie musi wysłuchiwać tego co ja. Chociaż ona (ta córka) ma już 10-miesięczne dziecko więc, tak jak w moim przypadku, też mogłaby iść do pracy. No ale widać to nie jest na tych samych zasadach... Strasznie mnie to wszystko boli ostatnio, tym bardziej że myślałam iż się już uodporniłam na takie gadanie :( Zazwyczaj posłucham co ktoś ma do powiedzenia i nie biorę tego do siebie. Chyba za dużo się wszystkiego ostatnio nazbierało i dlatego mnie tak to wszystko przygniotło. Nie mam się nawet komu wypłakać bo mąż mnie nie rozumie. On wychodzi z założenia, że nie ma co słuchać takiego gadania i już - koniec tematu. Czuję, że jak jeszcze raz usłyszę "powinnaś iść do pracy" to nie wytrzymam i powiem głośno i wyraźnie co o tym myślę nie zważając na to, że ktoś się może obrazić.
Idę potulić się do dzieciaczków - to zawsze poprawia mi humor. Może i tym razem pomoże chociaż na chwilkę...