czwartek, 22 marca 2012

Rowerowanie

Dzisiaj w końcu mieliśmy ładne słoneczne popołudnie :) Po obiadku wybraliśmy się więc na pierwszą lekcję nauki jazdy na rowerze :) Po 10 minutach P. stwierdził, że Emilka zapał do rowerowania ma po mamusi. Milka co chwilkę schodziła z roweru, biegała, kazała tacie wsiadać i go pchała na rowerze - ubaw niesamowity miała :) Tatuś za to się zniechęcił. Myślał chyba, że po godzinie Emilka będzie umiała jeździć na rowerze jak rajdowiec a tu nawet nie nauczyła się dobrze panować nad kierownicą, nie wspominając o pedałowaniu bo tego w ogóle nie ogarnia :)

Emilka na swoim rowerku
Ciągnięcie rowerka

Bieg z rowerkiem
Pchanie rowerka
Pchanie taty na rowerku
Zmiana - tata pcha Emilkę na rowerku
Fabianek przesypiający naukę swojej siostry

wtorek, 20 marca 2012

Akcja praca

Znowu zaczęła się akcja pod tytułem "praca". Ostatnio wysłuchuję od pewnej osoby, że powinnam iść do pracy. Ba żebym to tylko ja wysłuchiwała ale ostatnio nawet moja mama musiała wysłuchać wywodu na ten temat. Strasznie mnie wkurza takie gadanie "powinnaś iść do pracy"... :| Jak niby mam to zrobić? Mam w domu niespełna półroczne niemowlę i jeszcze 3-latkę, która dopiero od września pójdzie do przedszkola. Ciekawe co mam zrobić z dziećmi - zamknąć je w piwnicy albo w mieszkaniu zostawić same? Na opiekunkę mnie nie stać. A osoba której tak zależy na tym abym poszła do pracy dziećmi mi się nie zajmie bo sama pracuje i nie ma zamiaru z tej pracy rezygnować (chociaż mogłaby). Pomijam oczywiście fakt, że o pracę wcale nie tak łatwo.
Chętnie poszłabym do pracy na ćwierć etatu a nawet dorywczo na kilka godzin w tygodniu. Dłuży mi się bowiem ostatnio troszkę czas w domu a i dodatkowe pieniądze bardzo by się przydały. Niestety nie mam z kim zostawić dzieci. Nawet praca na kilka godzin w tygodniu popołudniami odpada bo mój P. pracę kończy różnie - raz o 15, innym razem musi zostać do 16 czy 17, a czasami nawet do 19. Sporadycznie wyjeżdża też w delegacje na kilka dni... Nie ma szans żeby to zmienić chyba, że zmieniłby pracę a to nam się nie kalkuluje.
Gdy z P. decydowaliśmy się na drugie dziecko wiedzieliśmy, że będzie trudniej finansowo niż z jednym dzieckiem. Wiedzieliśmy też, że do pracy będę mogła iść dopiero gdy poślemy oboje dzieci do przedszkola. Zdecydowaliśmy się jednak na to. Dlaczego komuś to aż tak bardzo przeszkadza? Przecież ta osoba nie musi nam pomagać jeżeli nie chce. Udaje jej się za to zepsuć moją radość którą czerpię z patrzenia na to jak rosną i rozwijają się moje dzieci :( Przecież zdążę się jeszcze napracować zawodowo. A jeżeli nadarzy się super okazja - praca na kilka godzin w tygodniu i "ktoś" zajmie się w tym czasie moimi dziećmi to bardzo chętnie z tego skorzystam... Nie chcę na siłę rezygnować z tych 3 lat, które mogę "poświecić" dziecku zanim pójdzie do przedszkola. Te 3 lata, w których mama i dziecko mają siebie na wyłączność szybko upłyną i nigdy już nie wrócą - zacznie się etap pracy, przedszkola czy szkoły i spędzania ze sobą tylko kilku godzin dziennie. Czy to naprawdę aż tak źle, że nie chcę na siłę czy za wszelką cenę z tego rezygnować? Chociaż tak jak pisałam jeżeli nadarzyłaby się okazja to pewnie bym z niej skorzystała ale na pewno nie w pełnym wymiarze godzin.
Jestem już zmęczona wysłuchiwaniem przytyków o tym, że nie pracuję :( Dobrze, że córka prawiącej kazania o niepracowaniu nie musi wysłuchiwać tego co ja. Chociaż ona (ta córka) ma już 10-miesięczne dziecko więc, tak jak w moim przypadku, też mogłaby iść do pracy. No ale widać to nie jest na tych samych zasadach... Strasznie mnie to wszystko boli ostatnio, tym bardziej że myślałam iż się już uodporniłam na takie gadanie :( Zazwyczaj posłucham co ktoś ma do powiedzenia i nie biorę tego do siebie. Chyba za dużo się wszystkiego ostatnio nazbierało i dlatego mnie tak to wszystko przygniotło. Nie mam się nawet komu wypłakać bo mąż mnie nie rozumie. On wychodzi z założenia, że nie ma co słuchać takiego gadania i już - koniec tematu. Czuję, że jak jeszcze raz usłyszę "powinnaś iść do pracy" to nie wytrzymam i powiem głośno i wyraźnie co o tym myślę nie zważając na to, że ktoś się może obrazić.
Idę potulić się do dzieciaczków - to zawsze poprawia mi humor. Może i tym razem pomoże chociaż na chwilkę...

poniedziałek, 19 marca 2012

Powrót do rzeczywistości

 Goście pojechali i znowu jesteśmy sami w swoim małym mieszkanku ;) Chociaż wydaje mi się teraz jakieś takie duże po tym gdy ubyło z niego kilka osób ;) Muszę tylko porobić porządki, poprać i można wracać do rzeczywistości dnia codziennego. Teraz nikt mnie już nie wyręczy w pójściu po zakupy, ugotowaniu obiadu czy powieszeniu prania - koniec wakacji! Za to mam teraz więcej miejsca i ciszy. Coś za coś - nie można przecież mieć wszystkiego ;) Dobrze chociaż, że Milka popołudnie spędzi w przedszkolu ;)

 Mamy już za sobą obchodzenie urodzin Emilci. Jak co roku były dwie imprezy oficjalne i małe świętowanie w dniu urodzin. W poprzedni weekend była imprezka dla znajomych i Emilki koleżanki oraz kolegi. W ten weekend była impreza dla rodzinki. Natomiast w dniu urodzin (15 marca) Mila świętowała urodziny z mamą i tatą na basenie :) Co roku sobie wmawiam, że za rok zrobię tylko jedną imprezę urodzinową ale jakoś mi to nie wychodzi. Głównym powodem takiego rozbicia na kilka dni/weekendów jest brak większej przestrzeni mogącej pomieścić gości :) Może jednak kiedyś w końcu uda mi się zrobić tylko jedną imprezę urodzinową ;)
Swoja drogą Emila dostała super prezenty - grę Pizza oraz układankę Buziaki Śmieszaki, którymi może bawić się z rodzicami ;) Dostała też kurteczkę wiosenną i duży zestaw naklejek, a naklejanie to jej ulubione zajęcie :) W zeszłym tygodniu dostała natomiast teatrzyk kukiełkowy oraz książeczki - jedną z ćwiczeniami dla 3-latków, drugą do czytania a kolejną do czytania lub słuchania z płyty CD. Wzbogaciła się więc w sporo rozwijających "zabawek" za które pięknie dziękujemy :) Poza tym otrzymała też pieniążki na rowerek. Wkrótce więc udamy się aby go zakupić i tatuś będzie Emilkę uczył jeździć :) Problem tylko w tym, że nasza córeczka wymyśliła sobie, że rower ma być różowy a tata się temu absolutnie sprzeciwia :) Zobaczymy kto postawi na swoim ;)
Nasza mała rodzinka w komplecie
Emilka i jej kolejny tort urodzinowy

 Wczoraj spędziliśmy bardzo intensywnie cały dzień. Po obiedzie byliśmy na spacerze w parku i placu zabaw, a po spacerze pojechaliśmy do kina na bajkę "Lorax". W drodze do parku Emila biegła przed nami. W pewnym momencie zwiększyła dystans i prawie wbiegła pod pędzący samochód. W ostatniej chwili złapałam ją za kurtkę. Nigdy nie robiła czegoś takiego. Do tej pory zawsze się słuchała gdy mówiło się jej, że ma się zatrzymać albo ma trzymać się nas. Nie wiem co w nią wczoraj wstąpiło. Może było nas za dużo a może zmyliła ją wcześniejsza zabawa z babcią w uciekanie i łapanie... Najważniejsze, że nie skończyło się to tragedią. Wiem już, że muszę zwiększyć swoją czujność.


sobota, 17 marca 2012

Fabiankowy sen

Leżę sobie wczoraj w nocy w łóżku i oglądam telewizję. Dzieciaki śpią - cisza, spokój. Nagle jakieś poruszenie w łóżeczku Fabianka. Patrzę w jego kierunku i oto widok jaki mi się ukazał:
Malutka rączka trzyma się brzegu łóżeczka ;) Pomyślałam oczywiście, że już po jego spaniu i mojej ciszy. Podchodzę do łóżeczka i patrzę a on dalej śpi. Wymyślił sobie po prostu nową pozycję snu :) Wygląda ona następująco:

czwartek, 15 marca 2012

Powrót do przeszłości...

Trudno w to uwierzyć, ale moja malutka Emilka kończy dzisiaj 3 latka. Z tej oto okazji wzięło mnie na wspominki o tym jak to było w roku 2009 :) Oto efekt moich wspomnień:

Jak pisałam już kiedyś gdy przyjaciel mojego P. zachorował na raka doszliśmy do wniosku, że nie ma co odkładać starań o Dziecko na jakiś daleki bliżej nieokreślony termin. W lipcu postanowiliśmy starać się o Dzidziusia. Mąż typowy optymista założył, że nie zajmie nam to dużo czasu i za rok nasze Maleństwo będzie już z nami. Ja natomiast nastawiłam się na to, że rok zajmie nam samo staranie się o Dziecko. W końcu tyle się przecież słyszy o tym, że pary mają problemy z poczęciem potomka. Oczywiście racji nie miałam i już w sierpniu okazało się, że Dzidziuś jest w drodze. Z radością powiadomiliśmy o tym fakcie przyszłych dziadków i zaczęliśmy odliczać czas do kolejnych ważnych wydarzeń okresu ciąży: widocznego brzuszka, pierwszych ruchów Maleństwa, rozpoznania płci i w końcu momentu gdy Maleństwo będzie już z nami na świecie…
Ja w 27 tc
  Pierwsze trzy miesiące ciąży były trochę uciążliwe z powodu mdłości i notorycznego uczucia zmęczenia. Nie narzekałam jednak, ponieważ najważniejsze było to, że kolejne wizyty u lekarza utwierdzały nas w prawidłowym przebiegu ciąży i rozwoju naszej Kruszynki. Drugi trymestr przebiegał książkowo. Płeć małego mieszkańca mojego brzucha poznaliśmy krótko przed Świętami Bożego Narodzenia bo na wcześniejszych badaniach USG bardzo dokładnie ukrywało co ma między nóżkami. No ale nic dziwnego, że Maleństwo tak się zakrywało – okazało się bowiem, że jest to skromniutka dziewczynka :)
Emilka w 24 tc
Problemy zaczęły się w trzecim trymestrze. Najpierw lekarz stwierdził, że Dziecko jest o dwa tygodnie za małe odnośnie swego wieku płodowego. Na szczęście na następnej wizycie różnica ta zmniejszyła się do kilku dni. Okazało się wtedy jednak, że mam podwyższone ciśnienie (140/90) więc lekarz zapisał mi tabletki na nadciśnienie i zalecił dużo odpoczywać oraz dwa razy dziennie mierzyć ciśnienie. Po tygodniu zażywania zapisanych leków ciśnienie nadal było podwyższone więc lekarz zalecił abym zgłosiła się do szpitala na izbę przyjęć. I tak krótko po Walentynkach trafiłam na oddział patologii ciąży.
W szpitalu
 W szpitalu zwiększono dawkę leków, które zażywałam w domu ale nie dało to efektów innych poza utrzymaniem ciśnienia na poziomie 140/90. USG wykonane w szpitalu wykazało ponownie zbyt małą wielkość Dziecka co określono mianem hypotrofii symetrycznej płodu, a także przedwczesne starzenie się łożyska. Dodatkowo zaczęły się pogarszać moje wyniki - ciśnienie pomimo leków wzrosło do 150/100 a w moczu pojawiło się białko co w połączeniu z utrzymującymi się od kilku tygodni sporymi obrzękami ciała dało jednoznaczną diagnozę: gestoza czyli zatrucie ciążowe. Otrzymałam również informację, że nie ma mowy abym przed porodem została wypisana do domu. Moje obawy o córeczkę przy każdej nowej informacji odnośnie mojego stanu zdrowia stawały się coraz większe. Nie raz płakałam mężowi po kolejnym USG czy pomiarze ciśnienia. Bardzo bałam się przedwczesnego porodu i tego, że Mała może mieć problemy ze zdrowiem. Nie miało już nawet znaczenia to, że zamiast wyczekiwanego porodu rodzinnego będę musiała mieć cięcie cesarskie. Wiedziałam, że to co się dzieje nie jest moją winą ale podświadomie obwiniałam się o to, że nie potrafię jak większość kobiet dotrwać bez problemów do końca ciąży i zapewnić Dzidzi dobrych warunków do rozwoju. W dodatku było mi ciężko wysiedzieć bezczynnie w szpitalu bo sporo było jeszcze do zrobienia w domu przed pojawieniem się córeczki. Mieliśmy wprawdzie kupiony już wózek, łóżeczko oraz sporo ubranek ale chciałam wszystko dopracować po swojemu – ustawić łóżeczko, ubrać pościel, poprać i poprasować ubranka, przygotować torbę dla Dzidziusia do szpitala, dokupić to czego jeszcze brakuje… Zostałam jednak pozbawiona tych przyjemności :( Było to oczywiście dla dobra mojego i Maluszka ale chwilami było mi ciężko o tym pamiętać.
Wyprawka
 15 marca po trzech tygodniach pobytu na oddziale patologii ciąży moje wyniki bardzo się pogorszyły – bardzo wysoki białkomocz, obrzęki takie że chodzenie sprawiało mi fizyczny ból, ciśnienie 170/100. Przyczyniło się to do podjęcia przez lekarzy decyzji o natychmiastowym cięciu cesarskim. Gdy to usłyszałam byłam przerażona… Zdążyłam zadzwonić do męża aby jak najszybciej przyjechał z rzeczami dla Emilki bo zabierają mnie już na cięcie cesarskie. Miałam nadzieję, że P. zdąży do szpitala zanim wezmą mnie na blok operacyjny. Uczucie lęku towarzyszyło mi przez wszystkie czynności przygotowujące mnie do operacji i gdybym tylko mogła to chyba uciekłabym z traktu porodowego. Mąż zdążył do szpitala i w drodze na salę operacyjną pozwolono nam się nawet przywitać :) Na sali operacyjnej dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe. W czasie cięcia z nerwów miałam problemy z oddychaniem i zaczęłam się dusić więc anestezjolog musiał mnie cały czas uspokajać. W momencie gdy usłyszałam płacz swojej Kruszynki ogarnął mnie niesamowity spokój… Wszystkie lęki i obawy zniknęły. Nareszcie byłyśmy razem po tej samej stronie brzucha! Emilka przyszła na świat 15 marca o godzinie 10:40 w 35 tygodniu ciąży - ważyła 2330 g, długa była na 48 cm i uzyskała 9 punktów Apgar. Przyszła na Świat w 49 urodziny mojej mamy, a więc zrobiła babci cudowny prezent urodzinowy ;)
Pierwsze minuty Emilki na świecie
Widziałam Emilkę tylko przez chwilkę gdy wynoszono ją z sali operacyjnej - pokazano mi, że to dziewczynka i pozwolono pocałować w główkę... Milcia nie musiała leżeć w inkubatorze ale spędziła dwie godziny w specjalnej cieplarce.
W otwartym inkubatorze - cieplarce
Później natomiast leżała na obserwacji na oddziale neonatologicznym i przynoszono mi ją przez dwa dni tylko na karmienie. Było to dla mnie bardzo trudne – miałam już swoją wyczekiwaną córeczkę ale nie mogłam z nią być przez cały czas :( W dodatku pojawiły się inne problemy. Emilka jak typowy wcześniak miała problemy z ssaniem co utrudniało jej karmienie. Dodatkowym problemem było to, że Mała bardzo dużo spała i nie budziła się do karmienia. Musiałam sama pilnować tego aby otrzymywała jedzonko co 3-4 godziny i w tym celu budzić ją. U mnie jak na złość pojawił się nawał pokarmu, który utrudniał przystawienie Mili do piersi a później spokojne jedzenie bo mleko leciało za szybko. Niejednokrotnie próby przystawienia Emilki do piersi kończyły się jej złością i moimi łzami, że nic z tego nie wychodzi i moje dziecko jest głodne. Kazano mi Małą dokarmiać moim pokarmem ze strzykawki… To również nie było łatwe – strzykawka jest twarda więc bałam się, że pokaleczę dziąsła Emilki. Nie wiedziałam też ile mleka jednorazowo wstrzykiwać do buźki aby nie wywołać zakrztuszenia…
Karmienie strzykawką
Na moje pytanie czy nie mogłabym swojego mleka podać dziecku z butelki usłyszałam od położnej kazanie: „myśli pani tylko o sobie i swojej wygodzie, nie chce pani dobra dziecka itd.” Emilka nie przybierała na wadze… Szanse szybkiego powrotu do domu cały czas malały. Ja łapałam coraz większego doła – cały czas płakałam. Na szczęście trafiłam na super współlokatorkę w pokoju ;) Powiedziała mi, że mam się nie przejmować i robić po swojemu. Po kryjomu więc odciągałam mleko laktatorem, ogrzewałam lekko w gorącej wodzie i podawałam Małej. I w końcu Emilka zaczęła przybierać na wadze! Po 7 dniach od porodu pozwolono nam wrócić do domu.
Kilka dni po powrocie do domku
W domku karmiłam zarówno piersią jak i butelką ze swoim mlekiem. Codziennie po kąpieli ważyliśmy Emilkę aby mieć pewność, że przybiera na wadze. Z dnia na dzień było coraz lepiej. Nastrój poprawił mi się i po depresji nie było śladu :) Emilki ospałość minęła, nauczyła się ssać pierś a ja ją właściwie przystawiać do jedzonka :) Mała tak jadła, że w ekspresowym tempie z wychudzonego noworodka zmieniła się w tłuściutkiego dzidziusia :) Wszystkie kontrole w związku z jej wcześniactwem wykazały, że jest zdrowa. Lekarz w poradni wcześniaków stwierdził nawet, że nie widzi żadnych cech wcześniactwa :) Wszystko więc skończyło się dobrze :)

Emilka w 1 urodzinki

Emilka w 2 urodzinki

Emilka w 3 urodzinki


3 urodzinki Emilki

Z okazji urodzinek Emilki wybraliśmy się dzisiaj na basen. Nic jednak nie wyszło z planowanego babskiego wypadu :) Tatuś zrobił Milce niespodziankę i wziął sobie dzień urlopu aby pójść z nami na basen się popluskać :) Poszliśmy więc rodzinnie - Emilka, ja, tatuś, ciocia Ewa i Michałek. Fabianek niestety musiał zostać w domku z babcią bo ma katarek. Aby nie czuł się pokrzywdzony babcia wzięła go na spacerek ;) 
Z wyjścia na basen wszyscy zadowoleni - zarówno dzieciaki jak i dorośli :) Największą frajdę miała chyba jednak Emilka, która po prostu uwielbia wodę. Szalała w brodziku dla dzieci i zjeżdżała na zjeżdżalni, "uczyła się" pływać na dużym basenie, moczyła się w jacuzzi, skakała, nurkowała i co tylko jeszcze się dało :) Oczywiście ciężko było ją wyciągnąć z wody :) Oto kilka zdjęć z dzisiejszej wycieczki:
Moja 3-latka
Mamusia i jej córeczka
Nauka pływania z tatusiem
Nauki ciąg dalszy
W jacuzzi - od lewej ja, Emilka, Michałek, ciocia Ewa
W brodziku dla dzieci
Emilka na zjeżdżalni
Ale ja nie chcę do domu ;)
 Po obiadku Emilka idzie z tatusiem na rower do lasu więc będę może miała chwilę dla siebie. Bardzo chciałabym spisać swoje wspomnienia w związku z narodzinami Milki bo od wczoraj cały czas moje myśli błądzą wokół tego co było 3 lata temu :)

środa, 14 marca 2012

Liebster Blog

Dostałam wyróżnienie od Gizanki, za które bardzo dziękuję :)

 

 Nie wiem kto był już nominowany, ale ja nominuję następujące osoby:
- zizi
- Trin
- Miłka
- Happy Power Mama
- Mamuśka-Martuśka
- Wiewi00ra 
Kolejność przypadkowa :)