wtorek, 8 grudnia 2015

Planowanie

 Jestem takim typem człowieka, który lubi mieć wszystko zaplanowane, poukładane po swojemu. Gdy coś idzie niezgodnie z planem to jest złość i panika - dopiero gdy ochłonę i przestawię myślenie na inne tory czyli wymyślę nowy plan to mogę odetchnąć. Bardzo nie lubię tej swojej cechy i próbuję z nią walczyć ale słabo mi to wychodzi... Niedawno okazało się, że planować to ja mogę sobie bardzo dużo rzeczy ale życie i tak mnie zaskoczy w każdej dziedzinie. Od końca września zupełnie nic nie idzie zgodnie z moim planem - dotyczy to organizacji prac domowych, prowadzenia bloga, czasu spędzanego z dziećmi i P. Co ciekawe już się nawet przyzwyczaiłam trochę do tego, że prawie każdy dzień jest jednym wielkim chaosem. Chyba jeszcze nigdy tak długo nie trwała u mnie niemoc organizacyjna ;) Mam nadzieję, że do czerwca się jakoś ogarnę...
 Wkrótce dłuższy post o tym co u nas słychać - a słychać wiele ;)
Image and video hosting by TinyPic

środa, 25 listopada 2015

Niedotrzymana obietnica

 W ostatnim poście obiecałam, że wracam z regularnymi wpisami. Niestety pomimo braku pracy - tak ponownie jestem bezrobotna, nie mogę zebrać się aby usiąść do pisania... Wszystko przez złe samopoczucie, które mnie nęka - bóle głowy i żołądka, rozbicie i ogólna niemoc. Nie wiem czy to przez pogodę czy przez stresy ale mam nadzieję, że wkrótce poczuję się lepiej. Najgorsze jest to, że odbija się to również na Emilce i Fabianku - czekają kartki świąteczne do zrobienia, pieczenie pierników i pisanie listu do Św. Mikołaja.
 Sytuacji nie poprawia to, że w przyszłym tygodniu czeka mnie druga wyprawa do szpitala w Ameryce na czterodniowe badania Emilki pod kątem alergii. Na weekend zaplanowane jest również malowanie pokoju dzieciaków i przestawianie mebli gdyż w końcu w przyszłym tygodniu mają się u nas pojawić zamówione dla dzieciaków biurko i szafa... Oby ta niemoc szybko mnie ominęła bo już mnie męczy ciąga walka ze sobą :|
Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 10 listopada 2015

Triopsy

 W trakcie poszukiwania ciekawego prezentu na urodziny kolegi Emilki trafiłam na produkty firmy Clementoni z serii Naukowa Zabawa. Mój wybór padł na Hodowlę Triopsów, które są podobno prehistorycznymi skorupiakami pochodzącymi z epoki dinozaurów. Zakup ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Za kwotę okołu 30 zł mieliśmy prwie 3 tygodnie ciekawych obserwacji, w których z zaciekawieniem uczestniczyłam razem z dziećmi.

 Na czym polega hodowla Triopsów? Oczywiście na wyhodowaniu z malutkich jajeczek, wrzuconych do wody, żywych stworzeń. Triopsy rosną w szybkim tempie, zrzucają "skorupkę" i się starzeją - po około 3 tygodniach umierają... Emilka i Fabian przez cały czas opiekowali się naszymi zwierzątkami - karmili je, zmieniali im wodę i obserwowali z zaciekawieniem jak z malutkich ledwo widocznych stworzonek rosły do około 3-4 cm.
Triopsy po 1 tygodniu
Triopsy po 2 tygodniach
Triops i zrzucona przez niego "skórka"
 Oczywiście od początku mówiłam Emilce i Fabianowi, że Triopsy nie żyją długo. Pomimo tego obawiałam się reakcji dzieciaków na śmierć skorupiaków - na szczęście obyło się bez tragedii. Było im smutno ale obyło się bez histerii i płaczów...

 W zakupionym zestawie znajduje się prawie wszystko potrzebne do rozpoczęcia hodowli - akwarium, jajeczka, pożywienie dla żyjątek i oczywiście instrukcja. Zakupić trzeba jedynie wodę destylowaną, w której będą żyły nasze Triopsy. W instrukcji poza opisem tego jak rozpocząć hodowlę znajdziemy również ciekawe informację o Triopsach oraz ciekawostki ich dotyczące.

 Uważam, że był to bardzo ciekawy eksperyment. Emilka pod choinkę zażyczyła sobie inną pozycję firmy Clementoni - "Moje laboratorium chemiczne", w którym jest 150 bezpiecznych doświadczeń chemicznych do przeprowadzenia w warunkach domowych.
 Na koniec dodam jeszcze, że nie jest to post sponsorowany ;)
Image and video hosting by TinyPic

środa, 14 października 2015

Ślubowanie

 Wczoraj Emilka miała w swojej szkole pasowanie na ucznia. Był to dla niej bardzo ważny dzień - w końcu stała się pełnoprawną uczennicą :) Oczywiście była to również wzruszająca chwila dla nas Rodziców... Oto jak w obiektywie aparatu wyglądał ten dzień ;)
Milka z koleżanką z ławki Wiktorią ;)
Fabiś z Dziadkiem i Babcią :)

 Po części szkolnej postanowiliśmy uczcić ten dzień i wybrać się całą rodzinką do kina na bajkę "Hotel Transylwania 2". Był to świetny pomysł - bajkę polecamy w 100% jest idealna zarówno dla dzieci jak i rodziców :) To był naprawdę cudowny dzień :)
Image and video hosting by TinyPic

sobota, 10 października 2015

Ameryka

 Ciągle obiecuję sobie, że znajdę chociaż co drugi dzień godzinkę na to aby usiąść do mojego blogowego świata. Niestety jak widać nic z tego nie wychodzi... Za każdym razem jest coś ważniejszego - przeczytanie bajki dzieciakom, ogarnięcie prasowania czy rozmowa z Fabim, który ma ostatnio gorsze dni...
 Ostatnie cztery dni były spokojniejsze i w końcu miałam czas usiąść, pomyśleć i ogarnąć swoje rozbiegane myśli. Czasem myślimy, że nic nas już nie zaskoczy ale nie ma tak dobrze...

 Wróciłam dzisiaj z Emilką ze Wojewódzkiego Szpitala Rehabilitacyjnego dla Dzieci w Ameryce gdzie Milka przez 4 dni miała badania pod kontem alergii. Zrobiono jej badanie moczu i kału pod kontem pasożytów, wymaz z nosa oraz testy alergiczne na przedramieniu, plecach i oczywiście z krwi. Testy skórne nie wykazały alergii na badaną żywność i dodatki do niej. Na wyniki z krwi musimy jednak poczekać... Za kilka tygodni czeka nas kolejna tura badań w Ameryce - tym razem na pyłki... Mam nadzieję, że uda się ustalić od czego Emilka dostaje wysypki :|

 Te kilka dni poza miastem tylko z Emilką było cudownych. Badania nie zajmowały dużo czasu więc prawie cały dzień miałyśmy dla siebie - nie rozpraszały mnie domowe obowiązki i mogłam się skupić na córce ;) Codziennie na spokojnie odrabiałyśmy zadane lekcje, spędzałyśmy czas na świetlicy a po obiedzie chodziłyśmy na plac zabaw albo na spacer po terenie szpitalnego ogrodu i lasu :) Nawet w trakcie posiłków zjadanych na stołówce prowadziłyśmy dyskusje... Było to dla nas jak wakacje w SPA ;)

 Jak wygląda taki kilkudniowy pobyt w Szpitalu w Ameryce? Pierwszy dzień to oczywiście spotkanie z lekarzem i wywiad z rodzicem odnośnie problemów nękających dziecko... Następnie w gabinecie zabiegowym naklejane są plastry na plecy oraz robione testy na przedramieniu. Po tych badaniach ma się już czas wolny, który można spędzić w swojej sali, na świetlicy albo na spacerze. My miałyśmy swoją salę w części dla rodziców z dziećmi - to taki pododdział bodajże z 8 pokojami 4-osobowymi (2 dzieci i 2 dorosłych w każdym), świetlicą, pokojem socjalnym dla rodziców (w którym jest czajnik elektryczny i lodówka) oraz oczywiście łazienkami. Niektórzy rodzice z dziećmi byli zakwaterowani normalnie na oddziale ale nie wiem czym się sugerowano przy przydzielaniu łóżek... Drugi dzień to pobieranie krwi na badania oraz zrobienie wymazu z nosa. Trzeci dzień to odklejenie plastrów na plecach i obejrzenie skóry pod nimi a czwarty dzień to ponowne obejrzenie pleców - reszta to czas wolny :)
Posiłki je się na stołówce o określonych godzinach (7:30 śniadanie, 10:00 drugie śniadanie, 13:10 obiad, 16:00 podwieczorek i 18:30 kolacja). Rodzice mogą sobie oczywiście również wykupić posiłki - ja za 3 posiłki dziennie przez 3 dni płaciłam 52 zł wiec nie jest to duży koszt. Dużym plusem jest to, że zupa mleczna na śniadanie czy też zupa przy obiedzie podawane są w wazach na cały stolik i można je jeść bez ograniczenia. Również chleb na śniadanie/kolację czy tez herbata nie są wydzielane. Na talerzach dostaje się jedynie masło i dodatki do kanapek czy też drugie danie obiadu. Jeżeli w ciągu dnia nie ma się zaplanowanych badań to można z dzieckiem wyjść na plac zabaw czy spacer - wystarczy się wpisać w dyżurce pielęgniarek do specjalnego zeszytu i określić w jakich godzinach nie będzie nas w budynku szpitala. W szpitalu jest oczywiście szkoła więc jeżeli dziecko ma tam spędzić więcej niż 4 dni może normalnie chodzić na lekcje według planu rozpisanego przez pielęgniarki :)


 Chłopaki też spędzili razem miło czas - byli na torze gokartowym dla dorosłych, na pizzy i oglądali mecz z miską popcornu... Jednym słowem - integrowali się po męsku ;) Fabianek wieczorami oczywiście tęsknił za nami. Brakowało mu bardzo Emilki - chyba nawet bardziej niż mnie ;) 
Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 29 września 2015

Fabian

 Mój mały synek kończy dzisiaj 4 lata... Kiedy to zleciało? Jeszcze nie tak dawno był malutkim noworodkiem wtulonym w me ramiona - całkowicie zależnym od mojej osoby.

 Teraz Fabian to charakterny facet, z którym czasem ciężko wytrzymać - wie jednak jak szybko mnie udobruchać gdy nabroi ;) Fabian jest bardzo śmiały, odważny i wygadany - potrafi porozmawiać z każdym spotkanym człowiekiem. Ostatnio upodobał sobie dyskusje z ekspedientkami w sklepie ;) Nie zmieniła się też jego miłość dla siostry. Gdy ktoś częstuje go czymś słodkim od razu pyta czy może też wziąć cukierka dla Emilki - wczoraj nawet przyniósł dla niej naklejkę z przedszkola :)

 W sobotę świętowaliśmy urodzinki Fabianka - tradycyjnie był tort zrobiony przeze mnie, goście i prezenty :) Fabiś najbardziej nie mógł się doczekać śpiewania "100 lat" i po zdmuchnięciu świeczek na torcie śpiewał sobie je najgłośniej ze zgromadzonych ;)


 Fabianku mój kochany oby otwartość, szczerość i radość z drobiazgów pozostały Ci jak najdłużej - kocham Cię okrutnie synulku ty mój :*
Image and video hosting by TinyPic

piątek, 18 września 2015

Zmiana

 Ostatnio dużo się u nas dzieje. Fabi zaliczył pierwsze chorowanie zakończone antybiotykiem, Emilka przyzwyczajała się do szkoły a ja walczę nadal z ogarnięciem obowiązków domowych i pracy... Tak - od czwartku zaczęłam pracę ;) Wprawdzie jest to zajęcie tylko na umowę o dzieło ale... od czegoś trzeba zacząć ;)

 Miniony tydzień nie był dla mnie łatwy - szkolenie, przekonywanie Mili iż świetlica jest super, zebranie w przedszkolu, zebranie w szkole, pierwsze dni w pracy ;) Do tego oczywiście zaprowadzanie Fabiego do przedszkola i Milki do szkoły oraz ich odbieranie a 2 razy w tygodniu zajęcia hip hopu Emilki - wszystko to sprawiło, że w tym tygodniu wychodziłam z domu o 7 rano a wracałam o 19... Wymęczona jestem zatem okrutnie a w domu mam sporo zaległości. Na szczęście już weekend więc mam nadzieję, że wszystko nadgonię a może nawet trochę odpocznę ;) Jak na złość P. ma w pracy gorący okres i niestety wszystkie obowiązki domowo-dziecięce spadły na mnie... Mam nadzieję, że następny tydzień będzie lżejszy ;) Dużym plusem jest to, że poprawię swoją kondycję - wszędzie chodzę na piechotę zatem dziennie przemierzam kilka ładnych kilometrów ;)

 Liczę na to, że uda mi się wkrótce jakoś lepiej zorganizować i znaleźć czas na nadrobienie zaległości blogowych ;) I pomyśleć, że w ostatnim poście narzekałam na brak czasu - nie wiedziałam, że czeka mnie jeszcze większe zamieszanie i skrócenie doby :)
Image and video hosting by TinyPic